Udostępnianie fotografii z Nałęczów.Net

1. Fotografie ze strony www.naleczow.net - których jestem autorem udostępniane są bezpłatnie instytucjom które wcześniej uzyskały na to zgodę. Warunkiem jest pobranie ich ze strony we własnym zakresie co nie powinno być problemem. Wydawnictwa i portale które wcześniej uzyskały zgodę na wykorzystywanie fotografii mojego autorstwa w celach informacyjnych lub promocji Nałęczowa nie muszą prosić o taką zgodę za każdym razem.

2. Fotografie w pełnej rozdzielczości nie są udostępniane. Wynika to niestety z braku czasu.

3. Fotografie nie mogą być używane w mediach społecznościowych np facebooku

4. Fotografie nie mogą być pobierane i udostępniane na innych stronach w formie całych galerii.

 

wywiad z BoMogę - Kubą Korbeckim, Piotrkiem Blicharskim i Maćkiem PielokiemPodróże za grosze i klawe przygody - wywiad z BoMogę - Kubą Korbeckim, Piotrkiem Blicharskim i Maćkiem Pielokiem

Dziś rozmawiamy z trio Nałęczowiaków - Kubą Korbeckim, Piotrkiem Blicharskim i Maćkiem Pielokiem. Chłopaki pod logiem "Bo Mogę" prowadzą bloga podróżniczego www.bomoge.com . Od dwóch miesięcy wędrują po Azji, a to dopiero początek. O ich podróż, przygotowania, związki z Nałęczowem i filozofię pytamy w poniższym wywiadzie.

Nałęczów.net: Czy moglibyście krótko opisać Wasze przedsięwzięcie?
BoMogę: Jasne. Tak w jednym zdaniu: w lipcu 2013r. wyruszyliśmy na koniec świata. Dokładnie chodzi o ten geograficzny, z naszego punktu widzenia. Przez Europę Wschodnią, Azję Środkowo-Wschodnią, Oceanię, Australię chcemy dotrzeć do nowozelandzkich wysp Chatham, będących najbardziej oddalonym od Polski skrawkiem lądu. W sumie 8 miesięcy i ponad 50 tysięcy kilometrów na klawe przygody.

Nałęczów.net: Klawe przygody?
BoMogę: Dokładnie, a tych po drodze było już sporo. Chociażby zostaliśmy zaproszeni na "pępkowe" w chińskiej wiosce na zboczach pól ryżowych, oglądaliśmy panoramę Szanghaju z dachu wieżowca czy zajadaliśmy się suszoną rybą w kolei transsyberyjskiej, słuchając opowieści starego komandosa. Moglibyśmy wymieniać i wymieniać.

Nałęczów.net: Jestem ciekawy jak przyciągacie takie przygody?
BoMogę: To się dzieje samo. Pomagamy o tyle, że w naszej podróży co do zasady niespecjalnie przejmujemy się przewodnikami. Zabytki zwiedzamy jak już się trafią, są za darmo i nie ma kolejki. Ponad miejsca stawiamy miejscowych ludzi. Wolimy wtopić się w lokalny klimat. Nie pędzić. Poobserwować, poznać, wzbudzić uśmiech i dać się porwać w wir wydarzeń.

Nałęczów.net: Nie szkoda Wam tych ominiętych zabytków?
BoMogę: Jeszcze je nadrobimy. Po sześćdziesiątce! <śmiech>
Jest takie ładne powiedzenie, że w podróżowaniu nie chodzi o oglądanie nowych widoków, ale o patrzenie nowymi oczami.

Nałęczów.net: Osiem miesięcy to na prawdę długi okres...
BoMogę: Długi i niedługi. Jest to już na tyle dużo czasu, że można wsiąknąć w lokalny klimat, ale za krótko by dokładniej poznać poszczególne kraje. Momentami czuliśmy się jak na maratonie, spiesząc z miejsca do miejsca. Szczególnie w Chinach, gdzie trasa Szczecin-Przemyśl wydaje się "herbatką u cioci " w porównaniu do tutejszych odległości.

Nałęczów.net: Jesteście już w połowie trzeciego miesiąca wyprawy. Gdzie już byliście?
BoMogę: Przez Ukrainę dostaliśmy się do Moskwy, skąd koleją transsyberyjską dostaliśmy się nad Bajkał. Potem Mongolia, gigantyczne Chiny, zaskakująco przyjazny Wietnam, turystyczna Tajlandia, a teraz dziki Laos. Niezły łańcuszek już się zrobił, a jeszcze ogrom trasy przed nami.

Nałęczów.net: No właśnie, a co planujecie dalej?
BoMogę: Planujemy to dobre słowo, bo trzeba być elastycznym. W tej chwili dalsza trasa zakłada północny Laos, objazdówkę po Kambodży i autostop przez Tajlandię do tajemniczej Birmy. A dalej? Sylwestra chcemy spędzić na indonezyjskiej plaży.

Nałęczów.net: Perspektywa godna pozazdroszczenia. Czy to właśnie takie wizje wyciągnęły Was w świat?
BoMogę: Na pewno tak! Umówmy się, czy jest ktoś kto by tak nie chciał? A tak na serio to pchnęły nas ciekawość nieznanego i chęć sprawdzenia się. Zawsze wierzyliśmy, że wychodzenie poza strefę komfortu służy rozwojowi i tego dopatrujemy się w podróży.

Nałęczów.net: A skoro już jesteśmy przy tym temacie, to skąd pomysł na tę podróż?
BoMogę: Kuba miał już okazje odwiedzić Tajlandię i Birmę pięć lat temu. Od tamtej pory idea powrotu nie dawała mu spokoju. Na tyle, że zaraził nią resztę ekipy.

Nałęczów.net: Wasza podróż wygląda na skomplikowane przedsięwzięcie. Jak przygotowywaliście się do takiej podróży?
BoMogę: Najtrudniej było zatroszczyć się o finanse, ale konsekwentnie da się odłożyć stosowne oszczędności. Ta część wymagała najwięcej planowania. Poza nią dużo działo się spontanicznie. Trasę mieliśmy i nadal mamy opracowaną tylko z grubsza. Stwierdziliśmy ze szczegóły będziemy dogrywać na miejscu. Zakupy sprzętu minimalistyczne, listy rzeczy do pakowania na oko i za poradą rodziców, szczepienia zgodnie z instrukcją lekarza. Nic szczególnie trudnego. Wyjechaliśmy bardziej nieprzygotowani niź by to sie mogło wydawać.

Nałęczów.net: Wybaczcie, że zapytam wprost. Jak droga jest taka wyprawa?
BoMogę: Pytani o pieniądze, zawsze odpowiadamy, że musieliśmy obrabować bank. Tak w rzeczywistości to musieliśmy przez długi czas gromadzić oszczędności, ale nie są to gigantyczne kwoty. Podróżujemy jak najmniejszym kosztem. Unikamy luksusów, sknerzymy i ostro się targujemy. Jak jest wybór finansowy to kryterium nadrzędne jest proste - zawsze najtaniej. Wychodzi kilkakrotnie taniej niż w biurach podróży.

Nałęczów.net: Co na Wasz pomysł powiedzieli Wasi bliscy?
BoMogę: Zrozumieli, że musimy to zrobić i cały czas nas wspierają. Trochę momentami panikowali, że to niepewne i ryzykowne, ale to zrozumiałe.

Nałęczów.net: A jest niebezpiecznie?
BoMogę: Niespecjalnie. Trzeba uważać na kradzieże i oszustów, ale większych zagrożeń zbytnio nie widać. Należy zachować zdrowy rozsądek i jak się nie szuka guza to jest spokojnie. Ludzie są w Azji z natury pomocni i przyjacielsko nastawieni.

Nałęczów.net: Egzotyczne choroby? Tsunami? <śmiech>
BoMogę: Te ostatnie się zdarzają. Niedawno otarliśmy się nawet o tajfun, który nawiedził południe Tajlandii kilka dni po nas, siejąc spustoszenie na plażach. Jasne takie rzeczy sie zdarzają, ale nie ma na to wpływu. Życie jest ryzykowne i trzeba się z tym pogodzić, albo siedzieć pod miotłą w domu. A co do egzotycznych chorób: tyle się o tym nasluchaliśmy i naczytaliśmy, że już wychodziło bokiem. Na główne choroby są szczepienia. Dwie najbardziej uciążliwe to Denga i Malaria, na ktore nie ma szczepionek. Obydwie roznoszone są przez komary. Musimy wiec pamiętać żeby mieć zawsze zapas repelentu. I tak gryzą, ale rzadziej. Zresztą tu są to tak powszechne choroby jak grypa, więc miejscowi lekarze błyskawicznie je rozpoznają i mają sprawdzone kuracje.

Nałęczów.net: Pewnie mieliście już wcześniej zdobyte doświadczenie podróżnicze?
BoMogę: Właśnie nie bardzo. Uprawialiśmy sporo turystyki po Europie plus od czasu do czasu jeździliśmy stopem żeby zaoszczędzić na biletach kolejowych. Nic co można by zakwalifikować jako podróżowanie. Zresztą cały czas dopiero raczkujemy w podróżniczym światku.

Nałęczów.net: A co robiliście wcześniej? Studiowaliście? Pracowaliście?
BoMogę: Piotrek jest świeżo upieczonym inżynierem architektury Politechniki Warszawskiej. Kuba po studiach geodezyjnych pracował w Krakowie przy pomiarach specjalistycznych. Maciek, dawno mający już za sobą Szkołę Główną Handlową w Warszawie, robił karierę w firmie inwestycyjnej. Po 10 tygodniach w podróży wszystko to wydaje się takie odległe.

Nałęczów.net: Wszyscy przenieśliście się do głównych polskich miast. Czy to znaczy, że zerwaliście więzy z Nałęczowem?
BoMogę: Nic z tych rzeczy! Nadal uznajemy Nałęczów za nasz prawdziwy dom i chętnie tu wracamy. Do rodziców, do przyjaciół i znajomych, do wspomnień. Na weekendy, na święta, czasem na urlop. Tu kończyliśmy podstawówkę, gimnazjum, a Kuba też "ogólniaka". Tu jeździliśmy na desce pod pijalnią. Tu ćwiczyliśmy karate u Jacka Czernieca ( Osu Shihan!). Tu chodziliśmy na taniec ludowy i angielski do "starego" kina. Mamy się cały czas w 100% za lokalnych patriotów. Nie ma lepszego miejsca na zrelaksowanie się i ucieczkę od szalonego pędu dużych miast niż zielone Cisy.

Nałęczów.net: Nałęczów jest Waszym domem?
BoMogę: W dużej mierze tak, ale to skomplikowane pytanie.

Nałęczów.net: Dlaczego?
BoMogę: Jesteśmy pierwszym pokoleniem globalnie, które może wybierać znaczenie słowa "dom". Może to być klasycznie miejsce, a mogą być to ludzie nas otaczający. Równie dobrze domem może być coś co wszędzie nosimy ze sobą w sercu. Może to być rodzaj projektu, coś ciągle zmiennego. Nie mniej jednak Nałęczów pozostanie jednym z naszych domów.

Nałęczów.net: Co chcielibyście robić gdy Wasza wyprawa dobiegnie końca?
BoMogę: Kto by to wiedział! Na pewno chcemy się nacieszyć bliskością ukochanych i rodzin. Nowy etap mamy zamiar otworzyć w Australii. Aspirujemy by inspirować innych do szukania własnej ścieżki.

Nałęczów.net: To może na koniec chcecie jeszcze coś przekazać naszym czytelnikom?
BoMogę: Chcecie podróżować? Żadne problem, wystarczy trochę odwagi i dużo konsekwencji. Najtrudniej jest wyjść z domu. Zapraszamy do kontaktu jeżeli chcecie więcej wskazówek i podpowiedzi. Nie dajcie się wpędzić w czyhające schematy i spełniajcie marzenia - bo możecie!

Nałęczów.net: Dziękuje za rozmowę.
BoMogę: Dzięki!

Zapraszamy na stronę internetową www.bomoge.com lub www.facebook.com/nobomoge , gdzie możecie śledzić przygody i przemyślenia nałęczowskich podróżników. Adres do kontaktu to: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.



wywiad z BoMogę - Kubą Korbeckim, Piotrkiem Blicharskim i Maćkiem Pielokiem